Wolnym Byc

Jak widzi Cię świat?


Dla oderwania od blogowej rutyny, tym razem chciałbym zaproponować Ci ciekawe ćwiczenie, które być może już wykonywałeś, ale raczej z innym zamiarem i wnioskami na koniec, niż te poniżej. Teoria później – na początek przejdźmy od razu do działania: otwórz nowe okno przeglądarki, odpal „wujka gugla”, a jako poszukiwaną frazę wpisz… swoje imię i nazwisko.

 No cóż… chyba nie do końca o to chodziło 🙂

Poświęć kilka minut na przeklikanie się przez wyświetlone linki. Zauważ, co jest na górze listy, zweryfikuj, czy podane informacje to głównie te, które sam wysłałeś w świat, czy może raczej doniesienia innych na Twój temat. Zwróć uwagę na daty i to, że w sieci nadal krąży to, o czym sam już dawno zapomniałeś. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale spróbuj na chwilę zapomnieć, że Ty to Ty i odpowiedz na pytanie: czy Twój obraz przechowywany w globalnej sieci wiernie Cię opisuje? Czy rzeczywiście widzisz w nim swoją osobę – taką, jaką jesteś na co dzień, a nie tylko podczas zabawy, wakacji, chwil zapomnienia o rzeczywistości? Czy przypadkiem dzisiaj nie wstydzisz się czegoś, czym podzieliłeś się ze światem lata temu? Czy nie przedstawiasz się trochę w krzywym zwierciadle, i niczym na rozmowie kwalifikacyjnej – tuszujesz to, co niedoskonałe i uwydatniasz to, z czego jesteś dumny? Widzisz już, do czego zmierzam?

Od kiedy pamiętam, unikałem upubliczniania swojej osoby – mam świadomość, że informacje na mój temat mogą krążyć po miejscach, w których nie chciałbym ich znaleźć, i to na długo po tym, kiedy zostały ujawnione światu. Szybko jednak zrobiłem kilka wyjątków i moje dane od lat są dostępne w popularnych serwisach „zawodowo-biznesowych”, a ja na bieżąco aktualizuję swoje doświadczenie i kolejne zdobyte umiejętności. To działanie czysto pragmatyczne, z wyraźnym rozgraniczeniem mojego życia zawodowego od osobistego, do którego przez wiele lat świat nie miał dostępu. Nadal nie mam osobistego konta na portalach społecznościowych, nie porwało mnie odświeżanie kontaktów z lat szkolnych, zignorowałem rewolucję w kontaktach codziennych, które przeniosły się na walle i inne tego typu, bliżej mi nie znane sposoby wymiany informacji wśród znajomych.

Aż przyszedł czas, kiedy zdecydowałem o stworzeniu czegoś z niczego (mowa o niniejszym blogu). Chcąc dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, jedynym słusznym wyborem było stworzenie profili „służbowych”. I mimo, że nie ujawniam swoich danych osobowych, to w kolejnych odsłonach mogliście mnie już poznać na wskroś… a może jednak nie do końca? Wielokrotnie powtarzałem, że tematy i treść wpisów to tylko część mojego życia – jego fragment, który jest ważny, ale absolutnie nie wypełnia mi każdego dnia. A mimo to zdarzały się komentarze niejako podsumowujące moją osobę na podstawie jednego lub kilku wpisów, które stanowiły jedynie wynik kilkugodzinnego procesu myślowego w mojej głowie… i wcale się temu nie dziwię. W naszej naturze leży ocenianie innych na podstawie drobnego wycinka ich „jestestwa”, który zdołaliśmy w krótszym lub dłuższym czasie poznać i nie będę tego potępiał, samemu często łapiąc się na takim postępowaniu.

Ludzie czerpiący o Tobie informacje z sieci (w praktyce: głównie z mediów społecznościowych) widzą Cię takim, jakim Ty sam się przedstawiasz. To diametralna wręcz zmiana w stosunku do sytuacji sprzed kilku-kilkunastu lat. Dzisiaj pracodawca, potencjalna partnerka, a nawet widywana raz na rok ciocia dokładnie Cię prześwietli i nie będzie do tego potrzebowała niczego więcej, jak tylko kilku kliknięć myszą. Informacja, którą dzisiaj zostawiasz w sieci prawdopodobnie zostanie tam na zawsze i nie daj sobie wmówić, że jakiekolwiek wykasowanie profilu z któregoś z portali oznacza automatyczne usunięcie informacji o Tobie. Dzisiaj – zanim zrobisz na kimkolwiek dobre wrażenie podczas spotkania twarzą w twarz, przejdziesz egzamin Twojego cyfrowego „ja”. Od tego, czy go zdasz zależy więcej, niż Ci się wydaje, a z biegiem czasu łatwiej nie będzie – tego możesz być pewien. Co w takim razie robić? Osobiście widzę dwie sensowne opcje:

Niezależnie od wyboru warto mieć świadomość, że każdy z nas chce być postrzegany jako mądrzejszy, piękniejszy i zabawniejszy niż jest w rzeczywistości. Cyfrowy świat zdecydowanie ułatwia koloryzowanie rzeczywistości, bo ta codzienna, czarno-biała, jest po prostu zbyt pospolita, żeby wzbudzać zainteresowanie. A to właśnie ona stanowi sedno Twojego życia i to naprawdę mało ważne, że „wszyscy” postępują według identycznego schematu, w ramach którego wirtualne życie Kowalskiego jest ciekawsze niż legendarnych bohaterów. Prawda często wygląda nieco inaczej… zresztą spójrz sam:

PS Tworząc ten wpis spojrzałem na kilkanaście profili osób, które polubiły mnie na FB. I muszę powiedzieć, że przez chwilę nawet się zastanawiałem, czy w tak wspaniałym gronie osób publikować moje refleksje. Naprawdę sporo z Was nie plecie żeby pleść, a działa w sposób naprawdę rzeczowy i w kolejnych publikowanych statusach widać cel, który Wam przyświecał – być może to kolejna z naszych wspólnych cech?

Exit mobile version