Wolnym Byc

IKZE jako sposób na mniejsze podatki.

W końcu wpis, którego mi samemu dawno brakowało: będzie bardzo konkretnie, a do tego pozytywnie. Zapraszam na kolejne potwierdzenie tego, że całkiem sporo kasy leży na ulicy i tylko czeka na to, żeby pieniądz rodził pieniądz. Innymi słowy będzie o tym, że oszczędzanie się opłaca!

Na mojej blogowej liście „todo” (czyli zadań do wykonania) od dłuższego czasu widniał pomysł na wpis „IKE i IKZE w praktyce”. Jak wiele innych – posłusznie czekał na swoją kolej (czyt.: czas potrzebny na kompleksowe podejście do tak ważnego tematu). Wpisując go na listę nie wiedziałem, że obsuwa terminów sprawi, że nie będzie mi dane zrealizować tego planu. A to za sprawą Michała, który – jak to ma z zwyczaju – rozpykał temat tak kompleksowo i dogłębnie, że nie tylko musiałem porzucić temat wpisu u siebie, ale sam z niemałym zainteresowaniem czytałem Jego analizę. Na szczęście nic w przyrodzie nie ginie: dzięki tej lekturze dowiedziałem się, jak można zaoszczędzić mnóstwo kasy na podatku dochodowym za rok 2014. Niemal zerowy wysiłek, którego efekty będą widoczne prawie natychmiast to coś, co tygryski lubią najbardziej.

Końcówka roku to okres podsumowań i rozleniwienia, co zbytnio nie mobilizuje do utrzymania dotychczasowego tempa oszczędzania. Tak się jednak składa, że to idealny moment na to, żeby zoptymalizować podatki, czyli – inaczej mówiąc – odzyskać co nieco z całej góry pieniędzy, którą ściąga z nas państwo niczym ta hydra nienasycona, jak to Kazik kiedyś trafnie ujął. Sądząc po oficjalnych statystykach niewielu z nas wie, że i hydra czasami potrafi powstrzymać się od jednego czy dwóch kęsów pieniędzy podatników…

Mowa o tak zwanym III filarze – kompletnie dobrowolnym sposobie na kumulowanie pieniędzy z myślą o przyszłej emeryturze. Wiem, wiem – temat dla dzisiejszych dwudziesto i trzydziesto-latków nudny jak flaki z olejem, bo przecież nie dość, że pojęcie emerytury za lat kilkadziesiąt prawdopodobnie będzie archaizmem, to jeszcze kolejne emerytalne reformy nie zostawią zbyt wiele z dzisiejszych zachęt do oszczędzania na starość. Nie mówiąc o tym, że znaczna część społeczeństwa z jakiegoś powodu myli drugi filar (OFE) z trzecim, a w ogóle to tylko szaleńcy inwestują patrząc kilkadziesiąt lat w przyszłość… Ale pomyśl: gdyby był długoterminowy sposób na oszczędzanie i inwestowanie kapitału, który jednocześnie dawałby Ci dodatkowy, konkretny zysk tu i teraz – nie skusiłbyś się? Skoro mam wróbla w garści, a do tego nadal jest nadzieja, że ten gołąb na dachu też padnie moim łupem, to chyba nierozsądnie byłoby nie skorzystać? A taka właśnie hybryda przybrała imię IKZE i od 2014 roku kusi zdecydowanie bardziej niż dotychczas, a przy okazji przy pewnych założeniach bije na głowę również starszego i bardziej popularnego brata: IKE.

Ale do rzeczy: do tej pory ani ja, ani moja druga połówka nie mieliśmy kont IKZE. Było to w pełni świadome działanie, jako że początkowo ten twór był na tyle mało opłacalny, że – znając talent włodarzy naszego kraju do zmiany reguł gry w trakcie jej trwania – po prostu nie warto było w to wchodzić. A jednak w 2014 roku nastąpiły istotne, bardzo korzystne dla oszczędzających zmiany, których do tej pory nie byłem świadomy (ehhhh… te brakujące godziny w ciągu doby). W telegraficznym skrócie zmiany polegają na ustanowieniu – jak w IKE – kwotowego rocznego limitu wpłat (na rok 2014 wynosi on 4495,20 zł i jest zależny od prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia) oraz wprowadzeniu zryczałtowanego, 10-procentowego podatku od wypłaty środków IKZE po osiągnięciu 65. roku życia. Nadal pozostawiono największą zaletę IKZE, czyli natychmiastową wręcz korzyść podatkową dla oszczędzających na starość. Innymi słowy: zamiast płacić 18 lub 32 procentowy podatek dzisiaj, zapłacisz tylko 10 procentowy za kilkadziesiąt lat.

To naprawdę nie aż tak skomplikowane!

Dlatego też uknuliśmy niecny plan napadu na jedną z karawan z moimi własnymi podatkami ciągnącymi co miesiąc na Wiejską. Bazuje on na kilku założeniach:

– wspólnie z żoną zakładamy rachunki IKZE. Ponieważ i tak niewielką część oszczędności inwestujemy na GPW, to wybór padł na maklerski rachunek IKZE, chociaż do wyboru są również inne formy, które mogą być bardziej odpowiednie dla Ciebie. W nadchodzącym czasie będę starał się konsekwentnie przenosić inwestycje giełdowe ze zwykłych rachunków maklerskich do założonego rachunku w ramach IKZE.

– do końca tego roku przelewamy na nie maksymalny limit, czyli 2 x 4495,20 zł. To spora kwota jak na dodatkowe oszczędności w ostatnim miesiącu roku, ale ponieważ mechanizm jest bardzo opłacalny, to może się okazać, że warto zerwać którąś z aktywnych inwestycji i środki w ten sposób uzyskane przeznaczyć właśnie na wpłatę na konto IKZE.

– w zeznaniu podatkowym za 2014 rok odliczamy tą kwotę (sumarycznie: 8990,40 zł) od podstawy opodatkowania.

Co nam to daje? Skoro obniżamy podstawę opodatkowania, to automatycznie zmniejszamy podatek przekazywany fiskusowi. To trochę tak, jakbyśmy zarobili „na czarno” 8990,40 zł – nie odprowadzając ani złotówki podatku od tej kwoty – z tą jednak różnicą, że tutaj wszystko jest legalne, a politycy wręcz zachęcają do takiego postępowania. Proste, skuteczne rozwiązanie, na którym można ugrać całkiem sporo. Ile? To zależy od tego, jaki rodzaj umowy łączy nas z pracodawcą, czy rozliczamy się sami, czy wspólnie z małżonkiem, a także od tego, czy nasza pensja brutto przekracza widełki pierwszego progu podatkowego (czyli czy jest większa niż 85,528 zł lub 2-krotność tej kwoty przy rozliczeniu wspólnym). Załóżmy dla uproszczenia, że jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę – wtedy maksymalna „ulga podatkowa” jest zależna od następujących zmiennych:

– rozliczenie indywidualne, 1. próg podatkowy: 0,18 * 4495,20 zł = 809,13 zł.

– rozliczenie indywidualne, 2. próg podatkowy: 0,32 * 4495,20 zł = 1438,46 zł.

– rozliczenie wspólne, 1. próg podatkowy: 0,18 * 8990,40 zł = 1618,27 zł.

– rozliczenie wspólne, 2. próg podatkowy: 0,32 * 8990,40 zł = 2876,93 zł.

Podsumowując: decydując się na kumulowanie oszczędności w ramach IKZE, możesz ugrać od 809 zł (1 osoba, 1 próg podatkowy) do 2876 zł (2 osoby, 2 próg podatkowy) za każdy rok, w którym dobiłeś do limitu wpłat. Efekt końcowy możesz jeszcze wzmocnić decydując się na inwestycję również tych środków – wtedy przewaga nad inwestowaniem poza IKZE wydaje się oczywista.

Na obecną chwilę IKZE pozwala na kilka bardzo ciekawych rozwiązań, które śmiało można nazwać „próbą obejścia systemu”. Przede wszystkim, jeśli jedno z małżonków zarabia niewiele, ale drugie na tyle dobrze, że nawet przy wspólnym rozliczeniu wpadacie wspólnie w drugi próg podatkowy, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby skorzystać z odliczenia 32 procent pełnej kwoty wpłaconej na IKZE przez obie osoby. Zdaję sobie sprawę, że taką możliwość ma co najwyżej kilka procent społeczeństwa, ale w końcu zaglądają tutaj również ci nieźle zarabiający, prawda?

Drugą ciekawą opcją jest potraktowanie IKZE jako konta tymczasowego, z którego będziemy korzystali w okresie bardzo dobrych zarobków, a które zlikwidujemy po przejściu na pełną lub częściową emeryturę na własny rachunek, albo po prostu wtedy, kiedy przewidujemy znaczny spadek zarobków w przyszłości. Ustawa o IKZE jasno mówi, że jeśli zdecydujemy się na wcześniejszą likwidację konta (można to zrobić tylko w całości), to zapłacimy od tej kwoty podatek według skali podatkowej, w której się znajdujemy. Przypuśćmy, że w kolejnych latach oszczędzimy 32 procent od wpłat, a w przyszłości, decydując się na likwidację w okresie mniejszych lub zerowych dochodów oddamy fiskusowi należność nie w oparciu o 32, ale 18 procentową stawkę podatku. Ciekawe rozwiązanie dla przyszłych rentierów, prawda? 🙂 Oczywiście, o ile nadal takie pozostanie za kilka lat, kiedy kolejne zastępy polityków będą próbowały dorzucić do ustawy swoje trzy grosze.

Niezależnie jednak od tego, ile zarabiasz, zachęcam Cię do oszczędzania w ramach IKZE. To chyba pierwszy przypadek zachęty ze strony państwa, która daje nie tylko obietnicę preferencyjnych warunków wypłaty środków w dalekiej przyszłości (co nie tylko może się jeszcze zmienić, ale co średnio motywuje dzisiejszych 20-30 latków), ale również – całkiem niezłą marchewkę już dzisiaj. Według mnie warto – zwłaszcza, jeśli zarabiasz więcej niż dobrze. To oczywiście po raz kolejny (po zmianie limitów progów podatkowych kilka lat temu) pokazuje, że mimo zapewnień rządzących, faworyzowani są ci najlepiej zarabiający, ale z drugiej strony –  biorąc pod uwagę niedawne zmiany w zasadach przyznawania becikowego czy ulgi na dzieci widać, że czasami wykonuje się ruch w społecznie dobrą stronę i nie przekazuje się środków tam, gdzie ich nie potrzeba.

Jeśli zainteresowałem Cię kontem IKZE, serdecznie zapraszam do obszernej analizy Michała, który w bardzo szczegółowy sposób opisał, jak w praktyce wygląda trzeci filar i co należy przeanalizować, zanim podpiszemy umowę o otwarcie rachunku. Znajdziesz tam też listę instytucji, w których można założyć różne rodzaje rachunków IKZE, a także coś, z czego sam skorzystałem: blogerski rachunek maklerski, dzięki któremu – również w ramach IKZE – możesz dodatkowo oszczędzić do 100 zł z zapłaconych prowizji.

Exit mobile version